„Pani Aniu, bo my podstawy Asany już znamy.” Kiedy słyszę takie stwierdzenie, w mojej głowie zapala się czerwona lampka. Wyciągam wtedy mój sekretny projekt z kilkunastoma zadaniami i robię praktyczny test wiedzy o Asanie. Po pół godziny zwykle słyszę stwierdzenie: „My jednak tej Asany kompletnie nie znamy, proszę zacząć od początku”.

Ten tajemniczy projekt to papierek lakmusowy na poziom znajomości aplikacji, z której klient korzysta na co dzień. I która ma go wspierać w skutecznym delegowaniu, zarządzaniu projektami, procesami, zespołami i dawać rzetelną informację na temat statusu.

Wśród moich klientów dominują dwa podejścia do wprowadzania nowej aplikacji do firmy. Nie ma znaczenia, czy tą aplikacją jest Asana. Myślę, że tak samo jest z innymi aplikacjami.

Podejście „na hurra”

Potrzebna Asana? Nie ma problemu! 5 minut później konta założone, pierwsze projekty utworzone, zadania przypisane (choć z tym bywa różnie).

Hurra-optymizm, któremu brakuje:

  1. refleksji, do czego tak naprawdę potrzebujemy Asany i jak to osiągniemy w Asanie,
  2. optymalnej struktury zespołów w Asanie (zazwyczaj wszystkie projekty wrzucone do jednego worka, w którym ciężko się odnaleźć),
  3. wiedzy, jak działa Asana (dodanie zadania w Asanie to kropla w morzu, żeby nie powiedzieć, że w oceanie),
  4. szkoleń z Asany dla wszystkich pracowników.

Efekt?

  1. Kompletnie niewykorzystany potencjał Asany. Często taki klient płaci za Asanę (bo musi ze względu na liczbę pracowników), ale nie wykorzystuje nawet ułamka możliwości tej aplikacji.
  2. Narastająca frustracja pracowników, którzy nie wiedzą, że Asana wręcz palcem pokazuje zadania, które do nich należą. I zamiast z tego korzystać, skaczą po projektach w poszukiwaniu tego, co jest do zrobienia.
  3. Chaotyczna struktura zespołów i projektów, w której bardzo ciężko jest się odnaleźć. Projekty idą w tysiące, a w każdym z nich po jednym zadaniu. Jakby tego było mało, projekty tworzy każdy, często duplikując pracę do wykonania. Czy ktoś potrafi się w tym odnaleźć?
  4. Zadania wielokrotnie złożone niczym zdania na klasówce z gramatyki lub drzewo genealogiczne, w którym ciężko stwierdzić, kto jest czyim przodkiem/potomkiem i na jakim etapie tak naprawdę jest praca do wykonania.
  5. Brak rzetelnej informacji o statusie projektów, który przekłada się na godziny spędzone na niepotrzebnych spotkaniach.

Pozwól, że nie będę kontynuować tej wyliczanki. Powiem tylko, że w którymś momencie ktoś zwykle stwierdza, że ta Asana to takie piąte koło u wozu. I wszystko wraca do starego porządku.

Podejście „raz, a dobrze”

Potrzebna Asana? Dobrze. Sprawdźmy, kto nam może w tym pomóc?

Zwykle jest to klient, który zmienia aplikację i już wie, z czym wiąże się samodzielne wdrożenie bez wsparcia eksperta. Lub też klient, któremu szkoda czasu na wymyślanie, odkrywanie, szukanie, testowanie. Woli od razu skorzystać z moich usług i zrobić to raz a dobrze.

Do której grupy Ty się zaliczasz?

Jeśli wdrożyłeś Asanę „na hurra”, oferuję Ci:

  1. konsultacje, podczas których uzyskasz odpowiedź na nurtujące Cię pytania i od razu wprowadzisz zmiany na plus w Asanie,
  2. audyt Twojej Asany, który wskaże kierunek zmian, żeby przejść z poziomu „na hurra” do poziomu „raz, a dobrze”,
  3. szkolenia dla pracowników, co przełoży się na ich efektywność w codziennej pracy,
  4. wdrożenie Asany raz jeszcze, zaczynając od początku, a nie od środka.

Jeśli chcesz wdrożyć Asanę „raz, a dobrze”, oferuję pełne wsparcie we wdrożeniu. Zaczynając od analizy Twoich potrzeb, poprzez stworzenie optymalnej struktury zespołów i projektów w Asanie, na ustaleniu zasad współpracy w Asanie i szkoleniach dla całego zespołu kończąc.

Umów się już teraz na bezpłatną konsultację i sprawdźmy wspólnie, w czym mogę Ci pomóc: https://app.zencal.io/u/AnnaPapiernik/konsultacja-15min?lang=pl